21 wrz

Prezydent przeciwko młodym

cartoon-obama-your-money

Stało się. Prezydent Andrzej Duda wywiązał się z obietnicy wyborczej i złożył projekt ustawy obniżającej wiek emerytalny do dawnych wielkości (60/65). Choć jest to oczywiście żenujący przykład rozgrywki wyborczej, bo nieprzypadkowe jest zgłoszenie tego projektu na 34 dni przed wyborami, to jest też wyznacznikiem ważnej cechy urzędującego Prezydenta. Mimo swojego wieku jest stanowczym wrogiem młodych, a rzecznikiem sitw związkowców.

Propozycja ta jest niewątpliwie elementem kampanii – obecny rząd może ściągnąć na siebie nienawiść roszczeniowych mas społecznych odrzucając tę propozycję, albo też przyjąć ją i zaprzeczyć swoim własnym działaniom. I tak źle, i tak niedobrze. Prawdopodobnie zdecyduje się pierwszą opcję, co niewiele zmieni, bo po 25 października tego rządu raczej już nie zobaczymy. Pytanie kluczowe brzmi: czy Prezydent Duda będzie konsekwentnie dążył do realizacji swojej propozycji także wówczas, gdy jego matka-partia będzie dzierżyła ster władzy nad Polską?

Zacznijmy od garści statystyk. Jeszcze w 2010 roku średni wiek przejścia na emeryturę w Polsce wynosił… 59,6 lat! Na pierwszy rzut oka, przy obowiązywaniu wieku 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn taki wynik wydaje się absurdalny. Tu jednak wkraczają przywileje wywalczone przez rozmaite sitwy, ponieważ jak wiadomo są „równi i równiejsi.” Są to przede wszystkim: górnicy, mundurowi oraz nauczyciele, którzy stanowią na tyle pokaźną liczbę osób, że są w stanie obniżyć przytoczoną wyżej średnia dla całej populacji! Tylko czy naprawdę pani nauczycielka wykonuje tak niebezpieczną i trudną pracę, że musi przejść wcześniej na emeryturę? Czy to samo możemy powiedzieć o typowym posterunkowym, który większość czasu pracy spędza za biurkiem wypełniając druczki?

Kolejna ciekawa wartość: według danych OECD na świadczenia dla osób starszych wydajemy aż 12% naszego PKB. Z kolei średnia dla wszystkich krajów OECD (34 najlepiej rozwinięte gospodarki świata) wynosi raptem 7,8%. Gdy jeszcze doda się do tego ilość osób starszych (tj. 65+) względem całości populacji, to dane stają się przerażające. W polskim społeczeństwie tylko 21,6% mieszkańców ma więcej niż 65 lat. To dużo mniejsza część, niż w Japonii (42,2%) czy też w Niemczech (34,6%), a także mniej niż wynosi średnia krajów OECD (25,5%). Zestawiając dwie przytoczone wyżej wartości konkluzja może być jedna: wydajemy horrendalnie dużo pieniędzy na świadczenia emerytalne, a i tak nierzadko są one upokarzająco niskie, jak to możliwe?

Odpowiedzią jest właśnie średni wiek przejścia na emeryturę i przywileje rozmaitych grup. Po prostu nie da się rozdawać pieniędzy wybranym i jednocześnie nie zabrać innym. W tym wypadku nasze państwo zabiera zarówno emerytom (niskie świadczenia) jak też osobom pracującym (wysokie składki) po to, aby rozdać je nauczycielom, górnikom i mundurowym. Choć część z tych przywilejów ukrócono, to nadal są one stanowczo zbytnio rozdmuchane, a równość wszystkich wobec prawa jest tylko pustym sloganem.

Kto zatem zapłaci za obietnicę wyborczą Prezydenta? Odpowiedź „my wszyscy” byłaby zbyt prosta i nie do końca prawdziwa. Najwięcej zapłacą oczywiście najmłodsi, osoby poniżej 30 r.ż. które dopiero rozpoczynają aktywność zawodową. To właśnie oni będą musieli dźwigać ciężar kolejnych wypłat dla emerytów, bo przecież to z ich pieniędzy będą one finansowane. Trzeba też pamiętać, że tych emerytów będzie z każdym rokiem coraz więcej, a osób ich finansujących – z powodu niskiego przyrostu naturalnego – coraz mniej. Będą zatem tylko dwa sposoby sfinansowania rosnących potrzeb: zwiększenie podatków lub zaciągnięcie długów, a następnie… zwiększenie podatków spłatę odsetek.

W czasach, gdy i tak pensje nie są najwyższe, a osoby młode mają naprawdę ciężko na rynku pracy, takie decyzje świadczą o skrajnej nieodpowiedzialności. Są też gwoździem do trumny, bo im więcej obciążeń, tym więcej osób przejdzie do szarej strefy, wyjedzie z kraju lub będzie zarabiało poniżej godności. A to z kolei nie sprzyja zakładaniu rodziny, więc będzie się przykładało do coraz gorszych wskaźników demograficznych. Wbrew bzdurom głoszonym przez niektórych, nie istnieje takie coś jak „odkładnie” na emeryturę, ZUS nie ma żadnych rezerw, wręcz przeciwnie – jest najbardziej zadłużoną instytucją w Polsce. Więc nawet jeśli obecnie robi jakieś wirtualne zapisy składek, to jaką to ma wartość? Na kontach OFE były realne składki, nie wirtualne zapisy, a i tak nie przeszkodziło to w grabieży tych środków przez rządzących. Tym łatwiej będą mogli to zrobić z wirtualnymi zapisami w ZUS-ie.

Jest jeszcze jedna rzecz, której osobiście kompletnie nie rozumiem. Wydawało mi się, że powinniśmy dążyć do równouprawnienia kobiet. Skoro zatem chcemy likwidować różnice i dążymy do tego aby kobiety na podobnych stanowiskach zarabiały tyle samo, co mężczyźni, to dlaczego mają pracować krócej? Jeśli i tak kobiety żyją dłużej, a co za tym idzie statystycznie dłużej pobierają emeryturę, to jakie jest logiczne uzasadnienie dla niższego wieku emerytalnego dla kobiet? Jest to kompletnie kuriozalna koncepcja i moim zdaniem uwłacza kobietom, bo wprowadza niepotrzebne nierówności.

Panie Prezydencie, reprezentuje Pan inne pokolenie, niż Pańscy poprzednicy i Pana protektorzy polityczni. Apeluję do Pana – niech Pan nie będzie przeciwko młodym!

06 lip

JOW niejedno ma imię

Alternative Vote

W dzisiejszym wpisie chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że magiczny skrót „JOW” tak naprawdę jest bardzo pojemny i występuje w wielu odmianach. W naszej debacie publicznej utarł się pogląd, że JOW = system brytyjski/amerykański. Nic bardziej mylnego! Istnieje wiele systemów i mówiąc szczerze, te wymienione powyżej są w mojej ocenie najsłabsze.

Trzeba pamiętać, że pytanie, na jakie przyjdzie nam odpowiedzieć 6 września będzie dotyczyło wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu RP. Abstrahując od zawiłości prawnych i tego, czy werdykt referendalny będzie wiążący czy opiniujący, to pytanie nijak nie definiuje sposobu, w jaki będą w tychże okręgach wybierani posłowie. Możliwości jest co najmniej kilka i postaram się je poniżej krótko przedstawić.

1. „First-past-the-post” czyli kto pierwszy, ten lepszy

To jest właśnie system obowiązujący w krajach angolsaskich, czyli przede wszystkim USA oraz Wielkiej Brytanii. Polega on na tym, że wśród dostępnych kandydatów wyborca zaznacza jednego i ten, który uzyska najwięcej głosów, zostaje wybrany.

Zalety
– prosty do zrozumienia dla wyborcy
– łatwy do liczenia
– mało podatny na błędy (głosy nieważne)

Wady
– powoduje powstanie systemu dwupartyjnego (prawo Duvergera)
– duża liczba wyborców nie ma swojej reprezentacji
– duża ilość głosów „zmarnowanych”
– wybrany kandydat może mieć niewielkie poparcie społeczne (20-30%)
– stwarza ryzyko „podstawionych” kandydatów mających na celu rozbicie głosów

2. System dwuturowy

Ten system jest nam dobrze znany z wyborów prezydenckich. Wyborca oddaje głos na tylko jednego kandydata, a dwie osoby z najwyższymi wynikami przechodzą do kolejnej tury wyborów odbywającej się niedługo później. Ostatecznie mandat uzyskuje zwycięzca drugiej tury.

Zalety
– zwycięzca musi mieć poparcie co najmniej 50% wyborców
– zwiększa znaczenie pozostałych kandydatów
– zmniejsza ryzyko „rozbijania głosów”
– wymusza współpracę, np. całej opozycji

Wady
– większy koszt przeprowadzenia wyborów
– większy wysiłek dla wyborców

3. Głos preferencyjny czyli STV lub wiele innych skrótów

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu ostatnio w przestrzeni publicznej pojawił się magiczny skrót „STV” czyli single trasferrable vote, a po polsku pojedynczy głos przechodni. Tej nazwy używa się najczęściej w odniesieniu do wielomandatowych okręgów, w przypadku JOW zazwyczaj mówi się o IRV (instant-runoff vote) lub AV (alternative vote). Ten system generalnie posiada zalety systemu dwuturowego, a pozbawiony jest jego największej wady – czyli właśnie drugiej (kosztownej) tury wyborów.

Taki sposób głosowania obowiązuje m.in. w Australii oraz na Papua Nowej Gwinei, ale także w wyborach… burmistrza Londynu. Warto wspomnieć, że w 2011 roku odbyło się w Wielkiej Brytanii referendum za wprowadzeniem „głosu alternatywnego” ale Brytyjczycy opowiedzieli się przeciw temu rozwiązaniu. Co ciekawe, w centralnym Londynie przeważały głosy na „tak”, zatem Londyńczycy znający ten system w praktyce byli najwyraźniej z niego zadowoleni.

Wariantów liczenia jest kilka, poniżej przedstawiam ten „londyński”:

  1. Wyborca ustala sobie kandydatów od „najbardziej chcianego” i wpisuje koło nich kolejne liczby: 1, 2, 3… itd. Zależnie od wariantu, albo trzeba wpisać cyfrę koło każdego kandydata, albo koło określonej ich liczby. Możliwa jest nawet wersja z dowolną liczbą cyfr, wedle upodobań wyborcy.
  2. Komisja liczy ilość głosów „pierwszej preferencji” (czyli liczby 1) na poszczególnych kandydatów. Jeżeli którykolwiek z nich otrzyma ponad 50% – automatycznie wygrywa. W innym przypadku natomiast…
  3. …określa się dwie osoby z największą liczbą „jedynek” i zostawia oddane na nich głosy. Na pozostałych kartach do głosowania sprawdza się która z tych dwóch osób jest „wyżej” oceniona przez wyborcę i wówczas dopisuje się do niej ten głos.
  4. Wygrywa kandydat, który uzyska ponad 50% głosów.

Zalety
– wygrywa kandydat z największym poparciem społecznym
– nie ma problemu „zmarnowanego głosu”
– nie ma problemu „rozbijania głosów”
– zmusza każdego kandydata do zabiegania o jak największą liczbę wyborców, a nie tylko „twardy elektorat”
– umożliwia każdemu kandydatowi start bez negatywnych skutków dla pozostałych kandydatów
– wymusza ciekawe warianty współpracy (przykładowo kampanię: głosuj na mnie, ale drugiego wybierz Jana Kowalskiego)

Wady
– bardziej skomplikowany dla wyborcy
– bardziej podatny na fałszerstwa
– wymusza liczenie wszystkich głosów w jednej, wielkiej komisji
– liczenie jest bardziej czasochłonne

10 maj

JOW na Ursynowie?

Wybory UK

Z okazji kampanii pewnego rosnącego w siłę kandydata, a także wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii (a raczej ich wyników) ostatnio „na topie” jest temat JOW – jednomandatowych okręgów wyborczych. Korzystając z ciszy wyborczej postanowiłem pokusić się o małą symulację wyników wyborów samorządowych w ordynacji większościowej. Z oczywistych względów interesuje mnie przede wszystkim Rada Dzielnicy Ursynów i tejże rady będzie dotyczyła moja analiza. Continue reading

21 paź

Witaj!

Witam serdecznie na mojej stronie!

Dowiecie się na niej Państwo kim jestem i czym się zajmuję. Zachęcam do zapoznania się z interesującymi Państwa kwestiami oraz do zadawania mi pytań i przesyłania swoich uwag. Bardzo wielką wagę przywiązuję do wszelkich Państwa propozycji, ponieważ razem możemy więcej!

Antoni Pomianowski